Mokotowski WSM powstawał w tym samym czasie co słynny Mariensztat. To tutaj bito pierwsze rekordy we współzawodnictwie pracy. W blokach zamieszkało wielu znanych ludzi, pierwsi wprowadzali się tu przed Bożym Narodzeniem 1948 r.
Opowiadali mi rodzice, jak bardzo cieszyli się z mieszkania w bloku przy Wołoskiej. Było maleńkie, lecz im wydawało się wielkie jak pałac, ponieważ w zburzonej po wojnie Warszawie mieszkali w garażu. Żeby to był jeszcze porządny garaż! Ale to były jakieś jego resztki w rejonie ul. Żelaznej, bez bieżącej wody, bez okien i z dymiącą kozą – opowiada pani Iza.
Siedzimy w ogródku cukierni Haliny Kryś przy ul. Dąbrowskiego. Pani Iza zamawia pączka. – Jak byłam mała, po ciastka mama wysyłała mnie na Madalińskiego – wspomina. – A w tym pawilonie przy Dąbrowskiego, gdzie teraz jest Rossmann, przez długie lata działał sklep z warzywami Witaminka. W wysokim budynku po drugiej stronie ulicy w latach 50. otwarta została restauracja Patria. Nigdy tam nie byłam, ale nazwę dobrze zapamiętałam, bo kilka razy zagubił się w niej mój ojciec.
Tygodnik Warszawski – Jerzy S. Majewski – 1 lipca 2016 | 00:00
Po drabinie do ogródka
Moja rozmówczyni nie mieszka już przy Wołoskiej, na najstarszym osiedlu WSM na Mokotowie, choć często tu zagląda. Za to wciąż swoje M ma tu Maria Pestka, z którą rozmawiam na podwórku pomiędzy blokami przy ul. Balladyny. – Sprowadziliśmy się do nowiutkiego bloku przy Wołoskiej 82/86 w 1949 r. – opowiada.
Jej ojciec był tramwajarzem w pobliskiej zajezdni na Woronicza. Mieszkanie miało 36 m kw., dwa pokoje z kuchnią. – Mieliśmy dwupalnikową kuchenkę gazową i kuchnię węglową. W pokojach były dębowe podłogi, a w korytarzu zamontowany na stałe głośnik-radio nadający jeden program. Nazywaliśmy go szczekaczką – wspomina pani Maria. – W mieszkaniach oddawanych pod koniec lat 40. brakowało wanien. Rodzice kąpali mnie w bali.
Za to wzdłuż wielu domów od razu pojawiły się ogródki. Istnieją do dziś i wiele z nich to mikroskopijne raje. – Ogródek pod naszymi oknami należał się sąsiadom z parteru, ale oni z niego nie korzystali. Tatuś zrobił więc drabinę z okna, po której do niego schodziliśmy i sadziliśmy tam kwiaty – mówi pani Maria.
Rekordy w kładzeniu cegieł
Rankiem 18 lutego 1948 r. na plac budowy osiedla przyjechał samochód Spółdzielczego Przedsiębiorstwa Budowlanego. Przywieziono budkę wartownika i deski na barak dla technika Zbigniewa Jasińskiego, majstra Józefa Najgebauera i jego czterech cieśli. Temperatura spadła do -18 stopni Celsjusza, szalała burza śnieżna. Prace projektowe jeszcze trwały, wmurowanie kamienia węgielnego pod osiedle miało miejsce 9 kwietnia 1948 r.
Budowano szybko, z entuzjazmem. To były czasy “warszawskiego tempa”. Murarz Religa zainicjował tu budowę pierwszego w stolicy “szybkościowca” i jako jeden z pierwszych bił rekordy w kładzeniu cegieł. Dopiero potem było bicie rekordów na Mariensztacie. Na tablicach szły w górę nazwiska murarskich przodowników pracy (m.in. Markow, Poręcki, Franasiuk, Musiał), jak w nakręconym sześć lat później filmie “Przygoda na Mariensztacie”.
Artykuł opublikował Tygodnik Warszawski —> Link do całego artykułu.
Odkryj więcej z Oficjalna Strona Rady Osiedla - Osiedle Jarosława Dąbrowskiego
Zapisz się, aby otrzymywać najnowsze wpisy na swój adres e-mail.

